DSC02659

Gość bloga – dr hab. Agnieszka Kościańska

Skąd się bierze lęk społeczeństwa przed edukacją seksualną? Jak powinna ona dzisiaj wyglądać? Jakie niebezpieczeństwa wiążą się z projektem ustawy zakazującej edukacji seksualnej? I jaka w tym wszystkim rola tematów takich, jak LGBT, aborcja, antykoncepcja? Dr hab. Agnieszkę Kościańską, autorkę książki „Zobaczyć łosia. Historia polskiej edukacji seksualnej od pierwszej lekcji do internetu”, zapytała o to moja córka, Karolina Morawska.

Karolina Morawska: Nasz wywiad zbiegł się z protestami w całym kraju przeciwko wprowadzeniu zakazu edukacji seksualnej w szkołach. Takie zagrożenie niesie projekt ustawy katolickiej fundacji Pro-Prawo do Życia, który zyskał uznanie Prawa i Sprawiedliwości. Jak myślisz, skąd się bierze lęk społeczeństwa przed edukacją seksualną? 

Agnieszka Kościańska: Myślę, że ten lęk wcale nie jest nowy – istnieje od pierwszej lekcji wychowania seksualnego, która na ziemiach polskich odbyła się na początku XX wieku. Już wtedy Wacław Jezierski, autor tej lekcji, stykał się z krytyką, że usiłuje demoralizować. Dyskusję, która dzisiaj się toczy, można wywieść bezpośrednio od dyskusji, która toczyła w drugiej połowie lat 80. XX w., kiedy do polskich szkół ponadpodstawowych wszedł bardzo postępowy podręcznik autorstwa m. in. Wiesława Sokoluka. Wypowiadający się dzisiaj przeciwnicy edukacji seksualnej to są częściowo ci sami ludzie, którzy już wtedy uważali, że jest to demoralizacja młodzieży, i używali tych samych argumentów. Książkę nazwano „podręczniki masturbacji i defloracji” i bardzo szybko, pod presją Kościoła katolickiego, wycofano ze szkół.

K.M: Istotnym czynnikiem wydaje się obawa, że zdobywanie wiedzy na temat seksualności zachęci młodzież do wczesnej inicjacji. 

A.K: Tak, zresztą nie tylko w Polsce mówi się o tym, że z jakiegoś powodu ta wiedza jest niebezpieczna – że sam fakt, że młodzi ludzie będą wiedzieli coś na temat seksualności, już spowoduje, że będą to robić. Tymczasem badania wykazują, że właśnie w rezultacie edukacji seksualnej, a nie jej braku, wiek inicjacji seksualnej się podwyższa – a przede wszystkim zmieniają się motywacje. Młodzi ludzie decyzję o inicjacji podejmują świadomie, podchodzą do tego znacznie bardziej odpowiedzialnie, i – co bardzo istotne – staje się ona udziałem osób o równym statusie – kiedy Jezierski zorganizował swoją pierwszą lekcję, chłopcy z dobrych domów zwykle tracili cnotę z prostytutkami bądź służącymi.  

K.M: Często słyszymy argumenty, że skoro prawie 90% nastolatków spędza znaczną część doby
w internecie, to wobec tego na temat seksualności powinny wiedzieć wszystko. Bo przecież dostęp do źródeł wiedzy mają nieograniczony. No więc w czym problem? 

A.K: Problem jest w tym, że ta wiedza, która jest w internecie, jest bardzo zróżnicowana i znaczną jej część stanowią filmy pornograficzne. Czy chcemy, żeby młodzież z nich czerpała wiedzę na temat seksualności? Nawet jeżeli młody człowiek nie ogląda takich filmów, to zagląda na fora internetowe, gdzie czasami wprawdzie na pytania odpowiadają edukatorzy seksualni, ale najczęściej porad nastolatkowie udzielają sobie wzajemnie – właśnie na podstawie tego, co obejrzeli w filmie pornograficznym. Jeżeli chcemy, żeby młodzi ludzie podchodziła odpowiedzialnie do życia seksualnego, to szkoła musi z nimi rozmawiać. 

K.M: A rodzice? 

A.K: Różne badania, socjologiczne i seksuologiczne, pokazują, że rodzice niestety nie są przygotowani do tego, żeby rozmawiać z dziećmi na temat seksualności. Z jednej strony nie zawsze mają odpowiednią wiedzę, z drugiej – po prostu się wstydzą. Jest zrozumiałe, że rodzicom trudno jest rozmawiać z nastoletnią córką o jej pierwszym razie. Badania, które prowadziła Maria Beisert, wykazują, że rozmowy na temat seksualności podejmuje z dziećmi zdecydowana mniejszość rodziców w Polsce. Musimy też pamiętać, że efektem pozbawienia wielu ludzi jakiejkolwiek edukacji seksualnej jest wzrost zachorowań na choroby weneryczne – nie tylko na AIDS, ale też na kiłę, która wydawała się już chorobą należącą do przeszłości,
a teraz wraca. Brak edukacji seksualnej naraża młodych ludzi nie tylko na choroby, ale też na urazy psychiczne. 

K.M: A tych można by uniknąć właśnie dzięki nauce asertywności, bo jak inaczej chronić dzieci przed złym dotykiem? 

A.K:  Chodzi nie tylko o zły dotyk, ale  relacje rówieśnicze – bo w pewnym wieku część osób już ma za sobą inicjację, inne by chciały spróbować, tworzy się jakaś presja. A jeśli przyjrzymy się programom Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton” – czyli tej, o której się dzisiaj mówi, że seksualizuje najbardziej – to są to programy niesłychanie zachowawcze, mówiące przede wszystkim o asertywności i o tym, że należy rozpoznać własne potrzeby i poczekać z inicjacją na odpowiedni moment zamiast poddawać się presji. 

K.M: Z nauką asertywności można się niestety spóźnić. 

A.K: Dokładnie – o to chodzi w edukacji seksualnej, że musimy z dziećmi rozmawiać, zanim zaczną uprawiać seks, a nie potem. Młodzi ludzie muszą mieć jakiś kierunkowskaz, który pozwoli im nawigować – również w tej niebezpiecznej przestrzeni internetowej. Myślę, że jednym z powodów ataku na edukację seksualną jest również to, że ona jednak daje pewien rodzaj podmiotowości młodym ludziom. Programy edukatorów mówią przecież: „tu masz informacje, to ty decydujesz, możesz się zarazić, zajść w ciążę, czy zrobić sobie krzywdę – ale możesz sam podjąć decyzję”. I to jest pewien sposób myślenia o młodym człowieku jako o jednostce osobnej od rodziny, rodziców, i to właśnie może być szczególnie niepokojące – oto młodzi ludzie mogą mieć prawo do podjęcia własnej decyzji, która niekoniecznie będzie zgodna
z decyzją rodziców. 

K.M: Przeciwnicy edukacji seksualnej bardzo często twierdzą też, że stoi za nią przemysł aborcyjno-antykoncepcyjny: młodzież dowiaduje się o antykoncepcji, zaczyna się zaopatrywać w różne środki, biznes kwitnie. Już nie wspominając o aborcji. 

A.K: To też wynika z kompletnej nieznajomości programów edukacji seksualnej. Jeśli się im przyjrzymy, wyraźnie zobaczymy, że są one antyaborcyjne. Każdy edukator seksualny powie, że lepiej jest zapobiegać ciąży, niż ją usuwać, i to zapobiegać niekoniecznie z wykorzystaniem środków farmakologicznych. Natomiast ten wielki biznes świetnie radzi sobie w internecie: bardzo wiele organizacji kobiecych
i zajmujących się edukacją seksualną w Stanach Zjednoczonych ostrzega dzisiaj przed plagą operacji kobiecych narządów płciowych. Czyli mamy dziewczęta, nastolatki, które – najczęściej właśnie pod wpływem internetu – dochodzą do wniosku, że ich narządy płciowe wyglądają nie tak, jak powinny. Idą więc do chirurga plastycznego, aby przejść bardzo drogą i niesłychanie ryzykowną operację. Oburzamy się na obrzezanie dziewcząt w Afryce, a tymczasem w Stanach Zjednoczonych mamy firmy, które promują operacje narządów płciowych, i są dziewczęta, które kompletnie bezkrytycznie poddają się takim zabiegom. Tyle w sprawie wspierania wielkiego biznesu przez edukatorów seksualnych…  

K.M: Mówimy o ciągłości argumentów przeciwko edukacji seksualnej, tymczasem pojawił się niedawno nowy wróg  postaci „ideologii LGBT”. 

A.K: To też nie jest całkiem nowe. Moje badania nad historią edukacji seksualnej pokazywały, że problematyka homoseksualności pojawiła się już na początku lat 90. w konserwatywnych publikacjach – np. w podręczniku z 1993 roku pt. Zanim wybierzesz są całe strony na temat domniemanej ogromnej liczby partnerów seksualnych osób homoseksualnych. Sugeruje się, że są to osoby, które po prostu nie potrafią się powstrzymać. Czyli o ile samo określenie „ideologia LGBT” jest nowe, to już ten strach przed homoseksualnością jako nadmierną seksualnością jest w naszej kulturze już od dawna. Teraz został mocniej wyeksponowany między innymi dlatego, że ruch LGBT odniósł jednak duże sukcesy
w promowaniu idei równych praw. 

K.M: Nie wyobrażam sobie, żeby w ramach edukacji seksualnej nie uczono właśnie tolerancji. 

A.K: Badania Marty Abramowicz pokazują, że nastolatkowie LGBT są grupą najbardziej narażoną na trudności emocjonalne wynikające z wykluczenia i prześladowania. Nieporuszanie kwestii różnorodności w zakresie orientacji seksualnej jest popychaniem młodych ludzi w kierunku samobójstwa, takie rzeczy naprawdę się zdarzają. Szczucie na te osoby powoduje ludzkie tragedie. Cały czas mówi się o ideologii LGBT, a to przecież nie jest żadna ideologia, tylko konkretne osoby, chłopcy i dziewczęta, którym i tak jest znacznie trudniej niż wszystkim innym. 

K.M: Tymczasem w dzisiejszych szkołach informacje sprzedawane młodzieży w czasie lekcji wychowania do życia w rodzinie potrafią być przerażające. Magdalena Zimecka, związana z grupą „Ponton”, opowiadała o nauczycielce, która wmawiała dzieciom, że od stosowania spirali antykoncepcyjnej można urodzić dziecko z tą spiralą wkomponowaną w głowę…   

A.K: Jest to przerażające, ale z moich badań i rozmów z edukatorami seksualnymi wynika, że jest bardzo różnie – są szkoły, które są do tego naprawdę świetnie przygotowane, zapraszają edukatorów, są miasta, które mają programy edukacji seksualnej, są też studia podyplomowe dla nauczycieli, więc mogą się do tego świetnie przygotować. Pamiętajmy, że w szkołach pracują też rozsądni ludzie. 

K.M: Jak więc powinna taka edukacja dzisiaj wyglądać? Czy słynny podręcznik autorstwa Wiesława Sokoluka, Marii Trawińskiej i Dagmary Andziak, który w 1987 r. został wycofany niemal natychmiast po pojawieniu się, mógłby być dzisiaj do tego przydatny? 

A.K: Na pewno trzeba by go było trochę uaktualnić. Natomiast w 2013 r. Wiesław Sokoluk napisał z Beatą Kotoro-Bianca podręcznik „100% mnie”, wznowiony niedawno jako „100% Ciebie” – jest to książka dla młodych ludzi o różnorodności, o afirmacji seksualności, ale też o asertywności – że można powiedzieć „nie”, że na podjęcie życia seksualnego trzeba być gotowym, i że jest to ogromnie ważne w rozwoju osobistym każdego człowieka. Jest tam też absolutnie fantastyczny rozdział o seksualności osób
z niepełnosprawnościami. I cały czas powtarza się to, co Sokoluk pisał w 1987 r.: że seks jest bardzo poważną sprawą, do której należy podejść odpowiedzialnie. I to mi się wydaje kluczowe: z jednej strony powinna być afirmacja różnorodności, a z drugiej młodzież musi być uczona odpowiedzialności. Pamiętajmy, że nieodpowiedzialność nie prowadzi tylko do chorób i niechcianych ciąż, ale też do różnych psychicznych urazów. 

K.M: Niestety w szkołach mógłby spotkać ją taki sam los, jaki spotkał podręcznik sprzed trzydziestu lat. Czy dysponujemy właściwie dzisiaj jakimś podręcznikiem, który z jednej strony uczył bardzo odpowiedzialnej postawy i tolerancji, afirmując różnorodność, a z drugiej strony nie wywołał oburzenia z powodu postępowości?   

A.K: Wszystkie te książki autorstwa ludzi, którzy prowadzili nowoczesną, opartą na standardach WHO edukację seksualną, coś takiego robiły. To jest standardowe podejście, zawsze obecne są te dwa elementy – czasami z przewagą elementu odpowiedzialności, jak w „Pontonie”. Niestety w Polsce zamiast rozmawiać o edukacji seksualnej merytorycznie, kłócimy się ideologicznie. Na awanturach dorosłych traci młodzież. 

K.M: Czyli jeśli projekt zakazujący edukacji seksualnej przejdzie…  

A.K:  Młodzież będzie się edukować sama, oglądając w intrenecie filmy.

 

Agnieszka Kościańska pracuje w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się badaniami nad seksualnością, płcią i religijnością. Jest autorką m.in. książek Zobaczyć łosia. Historia polskiej edukacji seksualnej od pierwszej lekcji do internetu (Czarne, 2017), Płeć, przyjemność i przemoc. Kształtowanie wiedzy eksperckiej o seksualności w Polsce (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 2014) oraz wywiadu-rzeki z edukatorem seksualnym Wiesławem Sokolukiem pt. Instruktaż nadmierny (Czarne, 2018).

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

o autorce:

Gabriela Morawska-Stanecka

Gabriela Morawska-Stanecka

Adwokatka, działaczka społeczna, feministka, od zawsze zaangażowana w sprawy kobiet. Poprzez stronę My Kobiety i Prawo tłumaczy, jak ważne jest prawo, zarówno w codziennym życiu, jak i w walce o równość płci. Prywatnie matka dwóch córek oraz właścicielka Szanty i Froda – czekoladowych cocker spanieli angielskich.
Gabriela Morawska-Stanecka

Gabriela Morawska-Stanecka

Adwokatka, działaczka społeczna, feministka, od zawsze zaangażowana w sprawy kobiet. Poprzez stronę My Kobiety i Prawo tłumaczy, jak ważne jest prawo, zarówno w codziennym życiu, jak i w walce o równość płci. Prywatnie matka dwóch córek oraz właścicielka Szanty i Froda – czekoladowych cocker spanieli angielskich.

Dodaj komentarz

Close Menu